O ocenie historii

Każdy, kto rozpoczął już swój okres edukacji wie z czym się je datę ubiegłego wtorku – to znaczy 1 września – a są to dwa wydarzenia: inwazja III Rzeszy na Polskę w ’39 i rozpoczęcie roku szkolnego. Jedna z tych dat wiąże się z zagładą lwiej części narodu, zaprzepaszczeniem całego pokolenia, które brało weń udział i utratą suwerenności na półwiecze. Druga natomiast to data rozpoczęcia drugiej wojny światowej. I właśnie jej temat (poniekąd) chciałem dziś poruszyć.

Polacy – jeśli chodzi o historię – są ewenementem na skalę światową. Chodzi o to, że my – jako naród – mamy do tej historii specyficzne podejście, bardzo pieniackie i niejednokrotnie fanatyczne. Ogólnie rzecz biorąc historia i wszelkiej maści powstania zbrojne są u nas terytorium do strzelania zębami i toczenia zajadłych, wewnętrznych wojen. W tym samym czasie podejście innych narodów do ich własnej historii oddziela od Polaków ogromna przepaść. Naturalne jest to, że inne narody zamiatają sobie swoje brudy gdzieś tam pod dywan i chlubią się swoją – niejednokrotnie przedstawioną w korzystnym dla nich świetle – historią. Przykładem niech będą Rosjanie – naród z naprawdę paskudną przeszłością: imperialne ekspansje carów, potem krwawa rewolucja, gułagi, Stalin, który doprowadził do ludobójstw niespotykanych dotąd w skali całego świata. Inny przykład – Stany Zjednoczone, które głośno rozpaczają nad paskudnym i niehonorowym ciosem w plecy jakim był atak na Pearl Harbor, a z drugiej strony chlubią się swoimi zwycięstwami na Pacyfiku, a nawet zrzuceniem bomb atomowych na Japonię. Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność podając Belgijską dumę narodową – kolonie (tym samym pierwsze ludobójstwo zaplanowane przez europejczyków), czy zakończenie Apartheidu w RPA (które z kolei wiązało się z bestialskimi samosądami na białych Afrykanerach). Ba! Za miedzą mamy Ukraińców chlubiących się Ukraińską Powstańczą Armią.

Kobieta trzymająca portret Józefa Stalina podczas przemarszu komunistów na uczczenie Dnia Obrońcy Ojczyzny w Moskwie. Rosja, 23 luty, 2013. Dzień Obrońcy Ojczyzny obchodzony w Rosji właśnie 23 lutego jest świętem narodowym ustanowionym na cześć państwowej armii.

Kobieta trzymająca portret Józefa Stalina podczas przemarszu komunistów na uczczenie Dnia Obrońcy Ojczyzny w Moskwie. Rosja, 23 luty, 2013. Dzień Obrońcy Ojczyzny obchodzony w Rosji właśnie 23 lutego jest świętem narodowym ustanowionym na cześć państwowej armii.

Ktoś powie – to przecież tym gorzej dla nich. I rzeczywiście, ciężko jest uznać ślepą dumę z każdego cala historii swojego narodu za jakąś cnotę. Jednak w tym wszystkim chodzi mi o to, by pokazać ogrom różnicy w postrzeganiu swojej przeszłości przez Polaków, a resztę świata.

Mam wrażenie, że (szczególnie w ostatnich latach) rodzi się u nas pewna moda nie tyle na podważanie słuszności powstań (co samo w sobie nie jest złe) i krytyczny osąd gloryfikowanych wydarzeń i postaci w dziejach Polski (vide publikacje Piotra Zychowicza: Opcja Niemiecka czy Obłęd ’44,  albo kanał yt Historia Bez Cenzury, które gorąco polecam) a wręcz moda na mieszanie z błotem i opluwanie powstańców warszawskich, czy stronnictwa czerwonych i przylepianie im metki narodowych samobójców odpowiedzialnych za wpędzenie Polski w jeszcze głębszy kryzys niż była w nim dotychczas.

Rzucanie takich pełnych gniewu i jadu spostrzeżeń, gdy żyje się we względnie wolnym i bezpiecznym kraju jest dla mnie dosyć zabawne i pokazuje niejednokrotnie w jak wielkim oderwaniu od rzeczywistości żyjemy. I nie chodzi o to, że próbuję usprawiedliwiać decyzje o powstaniu napiętą atmosferą. Chodzi mi raczej o to, że teraz bardzo łatwo jest być Polakiem mądrym po szkodzie, a co za tym idzie bluzgać i krytykować dowódców, kiedy historia podaje na srebrnej tacy wyniki wszystkich ryzykownych decyzji, a przeciętnemu pasjonatowi historycznych ciekawostek z liceum znane są wszystkie okoliczności towarzyszące działaniom każdej ze stron konfliktu. W ’44 każda decyzja podejmowana przez dowództwo była jak gra w szachy z zawiązanymi oczami, kiedy Stalin ma Polskę w szachu. Sowieci (tj. Stalin) przedstawiali wtedy aliantom wizję Polski, w której nie istnieje ŻADNA podziemna armia przeciwstawiająca się Niemcom i z tego powodu ZSRR powinno wkroczyć głębiej na tereny Polski i wziąć ją pod swoją kuratelę. Powstanie Warszawskie miało być w tej sytuacji zwycięstwem propagandowym i szansą na jakkolwiek suwerenny rząd. Nie było może najlepszą decyzją, jaką można było wtedy podjąć, ale nie było też bezmyślnym, kapryśnym zrywem za jakie uważają je jego przeciwnicy.

To tak po krótce, jeśli chodzi o Powstanie ’44 bo w odpowiednim momencie przypomniałem sobie pierwotny charakter bloga diakonii wyzwolenia i zrezygnowałem z dodania do tagów w tematyce #esejeoXXwieku czy #artykułyhistoryczne. Nie mniej jednak zapraszam do dyskusji w komentarzach, jeśli ktoś czuje niedosyt.

Morał tego krótkiego wpisu jest więc dosyć prosty: szanujmy swoją historię i nie plujmy na narodowych bohaterów, tylko dlatego, że nie podjęli najlepszej z możliwych decyzji.

Advertisements