Nowy Człowiek

Osobiście nie lubię używać tego wyrażenia. Trafiając na nie w czyjejś wypowiedzi z marszu wytwarza się we mnie sceptyczne podejście do dalszej jej części. W jakiś sposób kojarzy mi się ono ze swego rodzaju inżynierią społeczną, przywołując mi na myśl twór w rodzaju Homo Sovieticus czy antyutopię rodem z „Nowego Wspaniałego Świata” albo „1984”.

Jednak katolicki nowy człowiek, a już w szczególności jego idea przedstawiona przez ks. Franciszka Blachnickiego znacznie odbiega od Mojego skojarzenia. A znacznie oznacza tutaj zwrot o 180 stopni. Dlaczego? O tym zaraz.

Założyciel Ruchu Światło-Życie w swojej pedagogice wyróżnił 4 tezy przedstawiające ludzi współczesnych, uwikłanych, by następnie postawić 4 antytezy – archetypy przedstawiające nowego człowieka, które przeczą poprzednim, stawiając go w – bądź co bądź –  opozycji do świata. Nowy człowiek jest ideałem, do którego dąży każdy katolik, a w głębi duszy – każdy człowiek.


ANATOMIA ZŁA, CZYLI TEZY

  •  Człowiek zdezintegrowany
    Pierwszą tezą człowieka, jaką wyróżnia x. Blachnicki jest człowiek zdezintegrowany. Jest on najpopularniejszym wynikiem współczesnej cywilizacji. Zamknięty na bliźnich, niestały i niespójny. Często posiada ideały i stawia sobie cele, ale nie jest konsekwentny w dążeniu do nich, zatracając się w pokusie, grzechu, czy będąc tłamszonym przez czynniki zewnętrzne, takie jak środowisko w jakim żyje.
  • Człowiek konsumpcyjny
    Jest to typ człowieka, którego całe życie możnaby przedstawić na jednej, wyjątkowo krótkiej stronie komiksu, nie popełniając przy tym jakiegoś wielkiego przekłamania. Człowiek konsumpcyjny żyje z dnia na dzień, produkując tylko tyle, ile jest w stanie sam skonsumować. W przeciwieństwie do człowieka zdezintegrowanego popada w monotonie świata, nie przejmując się niczym, z czego nie może mieć materialnych korzyści. Nastawiony na siebie. Nietwórczy.
  • Człowiek wyczynowy
    Na pierwszy rzut oka przeciwieństwo dwóch poprzednich. Ma konkretny cel, na drodze do którego wykorzystuje wszystkie swoje talenty. Najważniejsze są dla niego jego personalne osiągnięcia. Stawia siebie na piedestale, patrząc na innych przez pryzmat wyczynu, którego dokonał. Zwykle przez to pyszałek i skrajny egoista, gotów wykorzystywać i poświęcać innych byleby dopiąć swego, zgodnie ze starą dewizą: „po trupach do celu”. Jego kreatywność w dysponowaniu swoim kapitałem, by osiągnąć ustalony przez siebie cel szybko się jednak kończy. Człowiek wyczynu nie dąży do doskonałości, spoczywając na laurach i stale żyjąc przeszłością w której zdobył swoje osiągnięcie.
  • Człowiek stada
    Osobowość bez „ja”, na podwalinie której zostały stworzone wspomniane przeze mnie we wstępie dystopie. Jest to człowiek, który stale jest manipulowany. Bezgranicznie polega na innych, bezkrytycznie patrzy na rzeczywistość, która go otacza, stąd też pozbawiony jest własnego zdania. Jego decyzje zwykle umotywowane są tym, że „inni też tak robią”. Wymarzony obywatel w państwie każdego autokraty i tyrana.

DOBRO(i)WOLNOŚĆ, CZYLI ANTYTEZY

  •  Człowiek zintegrowany
    Tak jak człowiek zdezintegrowany jest niekonsekwentny w tym co wyznaje, a o czym świadczy tak człowiek zintegrowany swoim życiem świadczy o wartościach jakimi się kieruje. Antyteza ta jest uzasadnieniem dla nazwy Ruchu Światło-Życie. Jego Życie jest przeniknięte Światłem. Jako światło należy rozumieć światło rozumu, światło sumienia, światło Słowa Bożego, światło Chrystusa. Człowiek zintegrowany posiada głęboką, osobistą relację z Bogiem.
  •  Człowiek realizujący się poprzez służbę
    Mając pierwszy kontakt z terminologią Kościoła Katolickiego można dostać bólu głowy słysząc, że najlepszą realizacją swojej własnej wolności jest oddanie się na służbę Bogu, poświęcając wypełnianie swojej woli, na korzyść wypełniania cudzej, w tym przypadku – Bożej. Czy to z kolei nie oznacza, że możliwość działania wedle własnego uznania, autonomia, wolna wola – wspaniały dar od Boga – jest najlepiej zainwestowana, kiedy działa się nie wedle własnego uznania, czyli rezygnuję się ze swojej wolności samemu się zniewalając? (sic!).
    Kluczowym słowem jest tutaj służba, która wynika z dobrej woli i różni się od niewoli tym, czym kamerdyner różni się od tresowanego psa w cyrku. Takim kamerdynerem jest właśnie w/w człowiek, który nie znajduje sensu w wywyższaniu się nad innymi, a w pokorze i uniżeniu. Szuka (i znajduje!) on swoją prawdziwą wartość i poznanie siebie w – słowo klucz – służbie innym.
  •  Człowiek posiadający siebie w dawaniu siebie
    Chodząca miłość agape. Kreatywne przeciwieństwo człowieka konsumpcji. Człowiek taki skupia się i realizuje w uczynkach miłosierdzia i … produkcji, bo nic sobą nie tworząc „posiadałby siebie w dawaniu siebie” bardzo krótko, gdyż szybko by „się rozdał”. Jednocześnie filantrop i przedsiębiorca. W tym miejscu nadzwyczajnie przyda się cytat z „Ekonomii Bożej i Ludzkiej” SVD Jacka Gniadka, który tworzy esencję tej antytezy:
    Jezus mówi: „byłem głodny, a daliście mi jeść” (Mt 25,35). Kiedy mogę dać bliźniemu jeść? Mogę to uczynić tylko wtedy, gdy sam ten chleb posiadam. Powstaje więc drugie pytanie. W jaki sposób dochodzi do tego, że jestem w jego posiadaniu? Odpowiedź jest tylko jedna: przez pracę. Widzimy więc, że nie mogę dać niczego, czego wcześniej bym nie posiadał
  •  Człowiek wyzwolony
    Człowiek wolny, który świadomie i konsekwentnie podejmuje decyzje w swoim życiu, biorąc za nie odpowiedzialność. Stąd też wolny od przymusu wewnętrznego – zniewoleń, uzależnień psychicznych i fizycznych. Najprościej rzecz ujmując – wypadkowa poprzednich trzech antytez i zwieńczenie ideału nowego człowieka.

Tak właśnie przedstawia się fizjonomia ideału, do którego wszyscy dążymy. Pisząc ten artykuł w głowie kotłowało mi się wiele przemyśleń, mam nadzieję, że do Was trafił on podobnie.
Z Bogiem!

Advertisements